DZIENNIKARZE W IPN I W ZOO WOBEC ZAGROŻENIA POWODZIĄ
Dodane przez Elinka dnia 20.05.2010
To miała być zwykła wycieczka, ale okazało się, że znów trafili na bardzo ważny moment. Nasi dziennikarze są wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego, interesującego lub po prostu ekscytującego. W kwietniu, kiedy cały kraj pogrążył się w żałobie, byli pod Pałacem Prezydenckim. Teraz, tuż przed wielką falą powodziową zagrażającą stolicy, obserwowali prace żołnierzy i ludności cywilnej zabezpieczającej nadwiślańskie wały oraz układającej worki z piaskiem przed bramami ogrodu zoologicznego. A celem wyjazdu była lekcja w archiwum IPN i zwiedzenie warszawskiego ZOO.
Rozszerzona zawartość newsa
W czwartek, 20 maja 30-osobowa grupa uczniów z klas dziennikarskich wyjechała na wycieczkę do stolicy, by wziąć udział w lekcji w Instytucie Pamięci Narodowej i pospacerować po ogrodzie zoologicznym. W siedzibie IPN przy ul. Twardej uczniowie mogli zobaczyć część bogatych archiwów przechowujących teczki z dokumentami z czasów PRL. Dowiedzieli się także, czym zajmuje się ta instytucja i poznali jej struktury. Podczas zwiedzania mogli zobaczyć, w jakim stanie dotarły do IPN liczne dokumenty przechowywane w MSW - przemielone przez niszczarki, pocięte na drobne wiórki. W ten sposób komuniści zatarli wiele śladów swojej zbrodniczej działalności. Z ul. Towarowej młodzi dziennikarze pod opieką p. Barbary Pamrów z IPN przeszli na ul. Chłodną, gdzie na 28. piętrze jednego z najwyższych budynków w Warszawie znajduje się sala konferencyjna IPN. Odbyła się tam dalsza część spotkania, zatytułowana "Co kryją teczki IPN?".
Drugim punktem wycieczki było zwiedzanie warszawskiego ZOO. Już w drodze na Pragę dowiedzieli się, że ogród zoologiczny jest zagrożony falą powodziową. Po przybyciu na miejsce okazało się, że rzeczywiście służby ratownicze podjęły działania dla ratowania zagrożonych terenów. W obu bramach piętrzyły się już worki z piaskiem, a żołnierze i wolontariusze przywozili następne. Ogród zoologiczny był pusty jak nigdy, ale nie wyczuwało się w nim paniki. Zagrożenie stało się widoczne dopiero po opuszczeniu jego murów. Kiedy przejeżdżaliśmy Wałem Miedzeszyńskim, wszędzie tam, gdzie wcześniej były łachy piachu, rozlewały się szarobrązowe wody Wisły. Nad brzegiem ustawiały się samochody wojskowe, z których wyładowywano worki z piaskiem, a wokół przybywało ludzi, którzy chcieli popatrzeć na Wisłę: jedni z obawy o własny dobytek inni po prostu z ciekawości. Mamy nadzieję, że wiślane wały wytrzymają napór wody i nie zaleją stolicy.